PS4 w 2024 roku – czy ta konsola ma jeszcze sens?
Druga młodość starego sprzętu
PlayStation 4 w 2024 roku jest trochę jak dobry, kilkuletni samochód: dawno spłacony, bez gwarancji „wow” technologicznego, ale wciąż wozi tam, gdzie trzeba. Dla wielu osób, które nie mają ochoty ani budżetu na PS5, to idealne wejście w ekosystem PlayStation – zwłaszcza że biblioteka gier na PS4 jest jedną z najbogatszych w historii konsol.
Na rynku wtórnym kompletne zestawy PS4 (konsola + pad + okablowanie) potrafią kosztować mniej niż nowy kontroler DualSense do PS5. To zmienia zasady gry: nagle zakup trzech–czterech używanych hitów za 40–80 zł każdy daje więcej radości niż jedna premiera AAA za pełną cenę. W tym kontekście ranking gier PS4 2024 nie dotyczy wyłącznie „najwyżej ocenianych” tytułów, ale przede wszystkim takich, które są opłacalne i dobrze zniosły upływ czasu.
Różnica między PS4 a PS5 w praktyce przeciętnego gracza jest często mniej dramatyczna, niż sugerują marketingowe slogany. Jeśli grasz na telewizorze Full HD 60 Hz, nie ścigasz się w kompetetywnych FPS-ach i nie potrzebujesz 120 klatek, to przeskok z 30 do 60 FPS-ów nie będzie zawsze kluczowy. Oczywiście, szybsze loadingi i wyższa rozdzielczość PS5 robią wrażenie, ale wiele gier z PS4 nadal wygląda „wystarczająco dobrze”, by cieszyć oczy w 2024 roku, zwłaszcza na mniejszych ekranach.
Dla kogo więc PS4 wciąż ma sens? Dla kogoś, kto:
- ma ograniczony budżet i nie chce wydawać kilku tysięcy złotych na nową generację,
- nie goni za premierami, woli ogrywać hity 2–5 lat po debiucie,
- gra głównie w single player lub lokalną kooperację,
- posiada telewizor Full HD bez 120 Hz i funkcji „gamingowych”.
Kiedy PS4 to zły pomysł
Z drugiej strony są scenariusze, w których inwestowanie w gry na PS4 w 2024 roku ma mało sensu. To szczególnie dotyczy graczy, którzy już mają potężny PC albo planują w najbliższych miesiącach zakup PS5. Dokupowanie stosu gier na PS4 „na zapas” bywa wtedy pułapką: kilka z nich i tak pojawi się w ramach PlayStation Plus, inne doczekają się remastera z darmowym upgradem albo wyraźnie lepiej działają na nowej generacji.
PS4 będzie też słabym wyborem dla fanów gier sieciowych nastawionych na rywalizację, gdzie liczy się każdy ułamek sekundy. W tytułach typu Call of Duty, Apex Legends czy Fortnite różnica w płynności, opóźnieniach i jakości obrazu między PS4 a PS5/PC jest już ewidentna. Jeśli Twoim głównym hobby jest e-sport, a nie kampanie fabularne, lepiej kierować się w stronę nowszego sprzętu.
Są również produkcje, które na PS4 działają na tyle słabo, że nie ma powodu sięgać po nie dziś, kiedy rynek jest pełen alternatyw. Niezoptymalizowane porty z PS5/PC, gry z częstymi spadkami poniżej 30 FPS-ów czy długimi, wielominutowymi loadingami potrafią zabić całą przyjemność. Klasyczny przykład to niektóre „późne” tytuły cross-genowe, gdzie wersja na PS4 została potraktowana po macoszemu – po kilku łatkach jest „znośnie”, ale daleko jej do komfortu.
Znaczenie ma też Twój ekran. Jeśli już posiadasz telewizor 4K z HDMI 2.1, VRR i odświeżaniem 120 Hz, PS4 po prostu nie wykorzysta jego możliwości. Wtedy lepiej „przeskoczyć” generację, zamiast dokupować gry, które i tak będziesz chciał ogrywać ponownie w lepszej wersji na PS5. Z kolei jeśli masz stary, ale solidny telewizor Full HD, PS4 jest dużo bardziej logicznym wyborem – obraz będzie ostry, a brak 4K nie będzie problemem.
Jak wybieram gry do rankingu – kryteria i filtr na 2024 rok
Nie tylko „topka z Metacritica”
Prosta lista „najwyżej ocenianych” gier na PS4 z Metacritica kusi wygodą, ale w 2024 roku mówi zaskakująco mało o tym, czy dana produkcja nadal ma sens. Wysoka nota z 2015 roku nie uwzględnia faktu, że serwery pewnych gier dawno świecą pustkami, a inne tytuły dostały następców, którzy w praktyce je zastąpili. Dlatego ranking gier PS4 2024 musi uwzględniać nie tylko jakość na premierę, ale też „żywotność” i sposób, w jaki dana produkcja zniosła kolejne lata.
Najszybciej starzeją się gry sieciowe oparte na modelu usługowym: looter shootery, battle royale czy rozbudowane MMO. Jeśli tytuł nie ma aktywnej społeczności i regularnych aktualizacji, doświadczenie nowego gracza jest zubożone – zamiast tętniącego życiem świata dostajesz pustkę, długie czasy matchmakingu i przestarzałe systemy. Dotyczy to także gier single player mocno opartych na skryptach i „szynowym” prowadzeniu gracza: sceny, które dekadę temu robiły wrażenie, dziś często trącą sztucznością.
Znacznie lepiej po latach trzymają się produkcje oparte na mocnym rdzeniu mechaniki oraz uniwersalnej narracji. Dobra walka, świetny model jazdy, sensowna eksploracja albo wyrazista stylizacja graficzna (zamiast „fotorealizmu na siłę”) starzeją się wolniej niż efekciarska, ale płytka oprawa. Dlatego wiele gier indie w 2D wygląda dziś świeżo, podczas gdy niektóre kiedyś „next-genowe” tytuły AAA trącą myszką.
Kluczowa jest też powtarzalność. Gry projektowane jako „serwisy” miały w założeniu być wieczne, ale część z nich nie przetrwała prób czasu właśnie z powodu monotonii. Ranking gier PS4 2024 musi więc odsiać projekty, które wymagały codziennego logowania się, grindu i śledzenia sezonów – jeśli ich cykle życia się zakończyły lub wyraźnie zwolniły, nowy gracz dostaje produkt z wyciętym sercem.
Technika kontra grywalność
Gry na PS4 które się nie zestarzały, łączą dwie rzeczy: przyzwoitą technikę i zdrową grywalność. Nie zawsze oznacza to 60 FPS, ale przynajmniej stabilne 30 klatek bez wyraźnych spadków. Wybierając tytuły do rankingu, warto brać pod uwagę, jak dana gra działa na bazowym PS4 „fat”, a nie tylko na PS4 Pro. Część produkcji była optymalizowana głównie pod mocniejszy wariant, a na podstawowej konsoli bywa nierówno.
FPS-y to tylko część problemu. W 2024 roku irytować zaczynają też czasy ładowania. Gry z gigantycznymi światami, długimi loadingami między lokacjami i częstymi wczytywaniami po śmierci mogą męczyć, szczególnie gdy masz do dyspozycji tylko godzinę wieczorem. Kiedy połowa tego czasu idzie na ekrany ładowania, trudno mówić o przyjemnym doświadczeniu. Dlatego przewagę zyskują gry z sensownym systemem checkpointów i umiarkowaną długością wczytywania.
Aktualizacje to kolejny filtr. Niektóre produkcje zadebiutowały w kiepskim stanie, ale przez lata zostały załatane i rozbudowane. Inne – przeciwnie, porzucono z pełnym bagażem błędów. W 2024 roku bardziej liczy się stan końcowy niż to, jak gra wyglądała przy premierze. W praktyce oznacza to, że część niegdysiejszych „rozczarowań” stała się dziś solidnymi, tanimi hitami na PS4.
Granica tolerancji na „brzydotę” jest subiektywna, ale można przyjąć kilka zasad. Stylizowana grafika (cel-shading, pixel-art, mocna kolorystyka) starzeje się dużo wolniej niż próby fotorealizmu sprzed lat. Gry z dobrym art direction potrafią wyglądać świeżo nawet dekadę później, podczas gdy produkcje oparte na efektach, które już dawno przebiła nowa generacja, szybko tracą urok. Nadgryziony zębem czasu wygląd można zaakceptować, jeśli cała reszta – animacje, sterowanie, tempo – działa jak trzeba.
Portfel, czas i styl grania
To, co dla jednego gracza jest „must have”, dla innego może być stratą pieniędzy. Kluczowe są trzy zmienne: budżet, czas i preferowany sposób grania. Osoba z ograniczonym czasem (1–2 godziny dziennie, niekoniecznie codziennie) potrzebuje innego zestawu gier niż „połykacz” produkcji, który w weekend potrafi zaliczyć 12-godzinną sesję.
Na koniec warto zerknąć również na: Weekend w Neapolu: praktyczny przewodnik po najciekawszych miejscach, spacerach i lokalnym jedzeniu — to dobre domknięcie tematu.
Dla pierwszej grupy opłacalność nie polega na liczbie godzin, tylko na intensywności przeżyć i łatwości powrotu po przerwie. Lepiej wtedy sięgnąć po gry z wyraźnymi rozdziałami, szybkim wczytywaniem i czytelnym systemem przypomnienia „co się działo ostatnio”. Długie, rozwleczone RPG-i czy looter shootery wymagające żonglowania ekwipunkiem przez pół wieczoru mogą w takim trybie życia irytować, nawet jeśli ich fabuła jest fantastyczna.
„Połykacz” gier ma z kolei inną logikę: liczy każdą godzinę rozgrywki i szuka tytułów, które można eksplorować tygodniami. Rozbudowane RPG-i, otwarte światy, gry z New Game+ i solidnymi dodatkami są wtedy rozsądnym zakupem, zwłaszcza jeśli trafisz je na promocji. Single player z 10–15-godzinną kampanią też może być warty pełnej ceny, ale tylko gdy zapewnia bardzo intensywne, powtarzalne doświadczenie (np. wysoki poziom trudności, różne style przejścia).
Spór single vs multi również zmienia wycenę. Gry z najlepszym trybem single player PS4 mają tę przewagę, że ich jakość nie zależy od liczby graczy online. Po latach nadal oferują pełne doświadczenie. Tytuły nastawione na multi, które straciły wsparcie, przestały dostawać nowe sezony albo mają puste serwery, tracą sens, nawet jeśli mechanicznie są świetne. Zanim kupisz taką grę w 2024 roku, sprawdź, czy społeczność jeszcze żyje i czy twórcy utrzymują serwery.

Ponadczasowe historie – gry fabularne na PS4, które wciąż robią wrażenie
Narracyjne „pewniaki” z ekskluzywnym rodowodem
Ekskluzywne tytuły PlayStation 4 z segmentu single player rzadko starzeją się szybko. The Last of Us Part II, God of War (2018) czy Ghost of Tsushima to produkcje, które w 2024 roku nadal robią ogromne wrażenie – zarówno pod względem fabuły, jak i wykonania technicznego. Jeśli ktoś pyta o gry PS4 z najlepszą fabułą, te pozycje prawie zawsze pojawiają się w pierwszych zdaniach.
Co się w nich nie zestarzało? Przede wszystkim projekty lokacji i tempo opowieści. Światy są projektowane tak, by prowadzić gracza naturalnie, bez zasypywania mapy milionem ikonek. Animacje twarzy, gestów i ruchu postaci nadal wyglądają lepiej niż w wielu nowszych grach. System walki w God of War wciąż daje ciężar i satysfakcję, a stealth w The Last of Us Part II trzyma w napięciu niezależnie od tego, ile razy już widziało się podobne sceny.
Nie dla każdego będą to jednak tytuły idealne. Osoby, które nie lubią „filmowego” podejścia – długich przerywników, intensywnego scenariusza, ograniczonej swobody wyboru – mogą czuć się przytłoczone. Jeśli ktoś traktuje gry jak interaktywne układanki, a nie jak opowieści, bardziej doceni tytuły z większą wolnością w rozgrywce, nawet kosztem fabuły. Dla niego „kultowy” status The Last of Us Part II nie będzie miał większego znaczenia.
Świetnie sprawdzają się natomiast gry łączące dobrą historię z mocnym gameplayem, bez nadmiernego przerostu cutscenek. Tu warto wymienić chociażby Horizon Zero Dawn – technicznie już nie „top of the top”, ale nadal zachwycający światem i systemem walki z maszynami. W 2024 roku to jedna z ciekawszych pozycji dla osób, które chcą miksu eksploracji, walki i sensownej narracji w rozsądnej cenie.
Gry, które przeszły trochę pod radarem
Obok wielkich hitów istnieje spora grupa gier narracyjnych AA i indie, które w momencie premiery nie przebiły się do masowej świadomości, ale dziś są idealnymi „taniymi hitami na PS4”. Sporo z nich to krótsze doświadczenia fabularne – od 4 do 10 godzin – które można ukończyć w jeden weekend, ale zostają w głowie na długo.
Dla wielu pracujących osób taka proporcja jest wręcz idealna. Zamiast rozpoczynać kolejne 80-godzinne RPG, które ciągnie się miesiącami i rozmywa się w pamięci, można zagrać w kilka krótszych, intensywnych opowieści, z których każda ma wyrazisty styl i przesłanie. Gry tego typu często celowo unikają „otwartych światów” i zbędnego grindu, skupiając się na postaciach, dialogach i emocjach.
Warto też pamiętać, że krótkie gry fabularne rzadko wymagają „rozgrzewki” po dłuższej przerwie. Nawet jeśli zrobisz tydzień pauzy, wrócisz bez potrzeby przypominania sobie zawiłego systemu ekwipunku, drzewek umiejętności czy dziesiątek wątków pobocznych. To ważny argument w 2024 roku, gdy konkurencją dla grania są platformy VOD, social media i inne formy rozrywki.
Dobrym punktem wejścia są tytuły w rodzaju What Remains of Edith Finch, Firewatch czy Oxenfree. Technicznie nie ścigają się z superprodukcjami, ale dzięki stylizowanej oprawie praktycznie się nie starzeją. Można je kupić za ułamek ceny nowych gier, przejść w dwa-trzy wieczory i spokojnie odstawić, bez poczucia „straty inwestycji”, gdy w połowie miesiąca zabraknie czasu na granie.
Druga grupa to narracyjne tytuły AA, które w chwili premiery rywalizowały o uwagę z większymi markami. A Plague Tale: Innocence, pierwsze The Evil Within czy Vampyr nie są idealne technicznie, ale nadrabiają klimatem, światem i postaciami. W 2024 roku ich drobne niedoskonałości (sztywniejsze animacje, czasem powtarzalne tekstury) są łatwiejsze do zaakceptowania, zwłaszcza gdy kosztują tyle, co wyjście do kina.
Dla kogoś przyzwyczajonego do „oczekiwania na promocję -80%” może to brzmieć jak oczywistość, ale tu jest haczyk: zbyt agresywne polowanie na okazje często kończy się tym, że biblioteka PS4 puchnie od gier „na kiedyś”, które nigdy nie zostaną odpalone. Paradoksalnie lepszą strategią bywa kupienie jednego, dwóch krótszych tytułów narracyjnych, które realnie zmieszczą się w twoim grafiku, zamiast dziesięciu „okazji”, które tylko generują poczucie zaległości.
Jeśli PS4 zostaje u ciebie na kolejne lata, sensowny zestaw to miks: kilka dużych, dopracowanych produkcji ekskluzywnych, parę rozbudowanych RPG-ów lub otwartych światów oraz rotacja tańszych, krótszych gier fabularnych na „międzyczas”. Takie podejście lepiej wykorzystuje to, w czym PS4 jest mocne w 2024 roku – ogromny, przeceniony katalog i dopracowane klasyki – zamiast ścigać się z PS5 na surową moc i „bycie na bieżąco” za wszelką cenę.
Gry fabularne z otwartym światem, które nadal „niosą”
Otwarte światy na PS4 mają złą prasę: „za duże”, „za bardzo zapchane znacznikami”, „za długie jak na dorosłe życie”. Ten zarzut bywa słuszny, ale niektóre tytuły bronią się konstrukcją świata i sposobem dawkowania treści. Kluczowe jest jedno pytanie: czy świat ciągnie cię przed siebie, czy tylko cierpliwie odhaczysz zadania z listy.
Red Dead Redemption 2 to typowy przykład gry, która nie sprawdzi się u każdego. Rewelacyjna historia i organiczny świat idą w parze z bardzo powolnym tempem. Jeśli grasz godzinę co kilka dni, możesz mieć poczucie, że w kółko robisz prolog. Ale gdy planujesz dłuższe sesje i lubisz wsiąknąć w klimat, to jedna z najlepiej napisanych gier dostępnych na PS4 i wciąż referencja, jak opowiadać „western” w wersji interaktywnej.
Bardziej elastyczne jest The Witcher 3: Wild Hunt. Technicznie wiekowy, ale dzięki poprawkom (w tym aktualizacjom pod nowe konsole, które pośrednio korzystają także użytkownicy PS4 Pro) nadal bardzo grywalny. Jego siła nie polega na „next-genowych” efektach, tylko na strukturze zadań pobocznych i decyzjach, które faktycznie zmieniają kontekst historii. To ten rzadki przypadek, gdy „za duża gra” działa, bo nawet poboczne wątki mają swój mini-finał.
Po przeciwnej stronie skali są takie tytuły jak Yakuza 0 czy kolejne części serii Yakuza/Like a Dragon. Formalnie to też otwarte światy, ale z mocno skondensowaną przestrzenią – kilka dzielnic, które poznajesz jak własną kieszeń. Zamiast gigantycznej mapy masz gęsto upakowane aktywności, absurdalne minigierki i przerysowaną fabułę, która raz gra poważny dramat, a raz parodię. Dla kogoś, kto nie znosi „biegania 2 km do znacznika”, to znacznie lepsza formuła niż kolejne pseudo-MMO w trybie single.
Kiedy więc otwarte światy na PS4 mają sens w 2024 roku? Gdy:
- świat jest zagęszczony treścią, a nie tylko powierzchnią;
- można grać blokami po 2–3 godziny i mieć poczucie domknięcia mini-wątku;
- mechaniki nie wymagają ciągłego „przypominania sobie sterowania” po tygodniowej przerwie.
W przeciwnym wypadku lepiej sięgnąć po mniejsze, bardziej zwarte historie, zamiast kupować „klasyka” tylko dlatego, że jest często polecany.
Gry akcji i przygodowe – dynamiczne tytuły, które nadal „klikają”
Kinowe przygody z sensowną dawką swobody
Segment akcji/przygody na PS4 jest tak przeładowany, że najłatwiej polecić „wszystko od Naughty Dog i spółki” i mieć święty spokój. Problem w tym, że nie każdemu odpowiada format bardzo liniowej gry, w której połowę czasu spędza się na obserwowaniu spektaklu. Dlatego w 2024 roku sensowne są te tytuły, które łączą mocną reżyserię z choćby ograniczoną, ale realną swobodą aktywności.
Marvel’s Spider-Man i Marvel’s Spider-Man: Miles Morales to modelowy przykład takiego kompromisu. Trzon fabularny jest mocno filmowy, ale pomiędzy misjami możesz „czyścić” miasto z przestępczości, polować na znajdźki czy po prostu bujać się na pajęczynie dla samego ruchu. Ta fizyka i płynność poruszania się po mieście sprawia, że nawet krótkie 20-minutowe sesje mają sens – wchodzisz, zrobisz dwie misje poboczne, kilka akcji po drodze i wychodzisz z poczuciem, że grałeś, a nie oglądałeś.
Inny typ to gry w stylu Uncharted 4: Kres Złodzieja i samodzielny dodatek Uncharted: Zaginione Dziedzictwo. To wciąż „kolejki górskie” – intensywne, widowiskowe i mocno prowadzone za rękę. W ich przypadku sens w 2024 roku wynika z trzech prostych elementów: nadal świetnej animacji, bardzo dobrego voice actingu oraz faktu, że struktura rozdziałów idealnie nadaje się do „jednego wieczornego rozdziału”. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, że gra mówi ci, gdzie iść, Uncharted pozostaje jedną z najbardziej przystępnych serii akcji dla osób, które wracają do grania po pracy.
Warto przy tym zauważyć, że te same „filmowe” cechy będą wadą, jeśli oczekujesz rozgrywki do szlifowania przez dziesiątki godzin. Jeżeli lubisz doskonalić umiejętności, eksperymentować z buildami albo powtarzać te same fragmenty dla satysfakcji z masteringu, lepiej szukać w trochę innym segmencie.
Stylizowana akcja, która nie starzeje się technicznie
Jednym z paradoksów PS4 jest to, że część gier z „mniej poważną” oprawą znosi upływ czasu lepiej niż kiedyś reklamowane blockbustery. Nie próbują gonić fotorealizmu, tylko budują własny styl – dzięki czemu w 2024 roku wyglądają po prostu „tak mają wyglądać”, a nie „sprzed dwóch generacji”.
Persona 5 Royal to przykład gry, w której interfejs, animacje i barwy grają pierwsze skrzypce. To rozbudowane japońskie RPG, ale rdzeń rozgrywki – turowe walki i zarządzanie czasem w kalendarzu – jest czytelny nawet po dłuższej przerwie. Jeśli nie odstrasza cię anime’owa stylistyka i ogrom dialogów, dostajesz setki godzin treści, które nie bolą w oczy mimo wieku technologii.
Niższym progiem wejścia wyróżnia się Nier: Automata. To miks slashera, shootera i gry akcji TPP, który wciąż robi wrażenie kreatywnością – zmiany perspektywy, eksperymenty z gatunkami, nieoczywista struktura zakończeń. Wizualnie – daleko mu do późnych hitów PS4, ale dzięki spójnej stylistyce i świetnej muzyce całość nie „trąci myszką”. To dobry przykład gry, której nie warto oceniać po pierwszych 2–3 godzinach, bo dużo treści i sensu kryje się pod powierzchnią powtarzania tych samych motywów.
Na tym tle gry pokroju Gravity Rush 2 czy Dragon’s Dogma: Dark Arisen prezentują całkowicie inne podejście. Styl graficzny jest mniej dopieszczony, miejscami wręcz archaiczny, ale za to mechaniki ruchu (manipulowanie grawitacją) czy system walki i eksploracji nadrabiają „feelingiem”. Jeśli potrafisz przymknąć oko na niższą rozdzielczość tekstur, dostajesz w zamian doświadczenie, którego nowsze, „bezpieczne” gry czasem po prostu nie oferują.
Opcja dla tych, którzy lubią „ryzyko” – AA-owe gry akcji
Popularna rada brzmi: „kupuj tylko sprawdzone, duże hity, bo reszta to loteria”. To bezpieczne, ale mało ekonomiczne podejście w 2024 roku, kiedy wiele gier AA kosztuje tyle, co obiad na mieście. Loteria zaczyna być opłacalna, jeśli wiesz, na co jesteś w stanie przymknąć oko.
Control to znakomity przykład takiego kompromisu. Na klasycznym PS4 potrafiło działać nierówno, ale z czasem doczekało się patchy i tańszych edycji z dodatkami. Jeśli zaakceptujesz okazjonalne spadki płynności i nieco chaotyczną strukturę misji, dostajesz jedną z ciekawszych gier akcji z elementami „paranormalnego biura” – z nieliniową eksploracją i satysfakcjonującymi mocami bohaterki.
Podobnie jest z takimi tytułami jak Mad Max czy Maneater. Nigdy nie były to „system sellers”, ale dzisiaj są często przeceniane i pełnią rolę gier „na przerwę” między większymi produkcjami. Mad Max daje przyjemne, toporne starcia wręcz i walkę samochodową w pustynnym świecie; Maneater odwraca perspektywę, pozwalając wcielić się w rekina i demolować nadmorskie miasteczka. Ani jedna, ani druga nie są idealnie wyważone, ale świetnie sprawdzają się jako krótko-średnioterminowa rozrywka, którą można odstawić bez żalu.
Ryzykowna porada „bierz tylko hity z metacritic 85+” nie działa, jeśli lubisz coś bardziej specyficznego: eksperymenty z mechaniką, dziwne pomysły, hybrydy gatunkowe. Wtedy lepiej przyjąć inną strategię – śledzić kilku recenzentów lub twórców treści, których gust pokrywa się z twoim, i kupować „ich” dziwne, średniobudżetowe polecajki, zamiast bezrefleksyjnie gonić za listą TOP 10.
Kooperacja kanapowa i lekkie multi – kiedy PS4 wygrywa prostotą
W 2024 roku większość dyskusji o grach wieloosobowych toczy się wokół cross-playu, battle passów i sezonów. Tymczasem PS4 nadal nadaje się świetnie do dużo prostszego scenariusza: dwie osoby na kanapie, jedna konsola, kilka wieczorów wspólnej zabawy bez konieczności śledzenia patch notes.
It Takes Two jest chyba najgłośniejszym reprezentantem tego gatunku i na PS4 prezentuje się wciąż bardzo dobrze. Każdy poziom wprowadza nowe mechaniki, tempo nie siada, a stylistyka broni się kolorami i projektem lokacji, a nie liczbą polygonów. To dobra odpowiedź na pytanie: „Co kupić, żeby realnie pograć z partnerem/partnerką, który nie gra na co dzień?”. Krótka sesja, łatwe do ogarnięcia sterowanie, dużo momentów śmiechu i mało frustracji.
Jeśli jednak lubisz bardziej klasyczną akcję, gry pokroju Diablo III: Reaper of Souls czy Borderlands: The Handsome Collection nadal świetnie działają na zasadzie „wpadamy raz na tydzień, bijemy potwory, lecą looty, do zobaczenia za tydzień”. To nie są tytuły, które trzeba „trenować”, by nadążyć za metą jak w grach-usługach. Nawet jeśli wrócisz po miesiącu przerwy, mechanika jest na tyle prosta, że po 10 minutach znów czujesz się jak w domu.
Odwrotną stroną są gry multi, które mocno polegały na żywej społeczności i sezonowej zawartości – część starszych shooterów czy asymetrycznych tytułów online. Kupowanie ich w 2024 roku tylko dlatego, że kiedyś były hitem, ma niewielki sens. Lepiej postawić na produkcje, które:
- oferują pełnowartościowy tryb offline lub lokalny co-op,
- nie wiążą progresu z serwerami (brak ryzyka „odcięcia” gry),
- mają samowystarczalne kampanie, które nie wymagają społeczności.
To ta część biblioteki PS4, która przetrwa zamykanie serwerów i rotacje w ofercie abonamentowej.
Akcja dla „hardkoru” – gdy liczy się czysty skill
Osobną półkę na PS4 tworzą gry, które niemal w ogóle nie starzeją się, bo ich głównym zasobem nie jest grafika, tylko czysta mechanika. To wszelkiej maści „soulslike’i” i trudniejsze tytuły akcji, gdzie przewagę daje znajomość systemu, a nie liczba patchy po premierze.
Bloodborne to oczywista pozycja na tej liście – stylistycznie wciąż unikalna, z jedną z najlepszych kombinacji designu poziomów i systemu walki. Technicznie ograniczona do 30 fps, ale większość graczy po kilku godzinach przestaje o tym myśleć, bo mózg skupia się na nauce patternów i eksploracji skrótów. To gra, którą można „mielić” latami, jeśli akceptujesz wysoki próg wejścia.
Przy takim profilu PS4 jest w 2024 roku bardzo rozsądnym wyborem. Zwłaszcza jeśli wesprzesz się dobrymi promocjami i rynkiem używek, co pozwala budować bibliotekę za ułamek pierwotnej ceny. Serwisy z poradami pokroju praktyczne wskazówki: Gry pomagają dodatkowo nie przepłacać i wybierać tytuły, które realnie działają dobrze na bazowym PS4.
Podobnie funkcjonują Dark Souls III i późniejsze Sekiro: Shadows Die Twice. Różnią się podejściem do walki – Souls stawia na zarządzanie staminy i taktyczne podejście, Sekiro na parowanie i timing – ale łączy je jedno: po pięciu latach nadal wyglądają więcej niż przyzwoicie, bo od początku bazowały na bardzo mocnym art direction zamiast na technologicznym „blichtrze”. Jeśli twoja satysfakcja z gry bierze się z przełamywania kolejnych barier umiejętności, te tytuły są bardziej „odporne na upływ czasu” niż spektakularne, ale proste blockbustery.
Oczywiście, to kiepski wybór, jeśli grasz rzadko i nie lubisz zaczynać od nowa po każdym dłuższym urlopie od konsoli. W takim scenariuszu dużo sensowniejsza będzie gra, którą można ukończyć na normalnym poziomie trudności przy umiarkowanym wysiłku. Gry „skillowe” wynagradzają regularność; bez niej szybko zamieniają się w źródło frustracji, nawet jeśli obiektywnie są świetnie zaprojektowane.
Strategie i taktyka – gry, które nagradzają planowanie, a nie tylko refleks
PS4 kojarzy się głównie z kinowymi hitami, a tymczasem w jego bibliotece kryje się sporo tytułów, które premiują myślenie kilka kroków naprzód. Jeśli w tygodniu brakuje ci energii na szybkie strzelanki, a chcesz mieć coś „do pogłówkowania”, wcale nie musisz kupować PC-ta pod strategię.
XCOM 2 Collection to najbardziej oczywisty wybór – zwłaszcza w wersji z dodatkiem „War of the Chosen”. Port na PS4 ma swoje ograniczenia: długie loadingi, czasem drobne przycinki animacji. Ale kiedy akcja toczy się w turach, nie boli to tak bardzo, jak w grach akcji. Kluczowa jest tu głębia decyzji: rozwój bazy, zarządzanie czasem i ryzykiem, dobór składu oddziału. To typ gry, która świetnie sprawdza się „po pracy”: jedna misja, chwila kombinowania, konsola w tryb uśpienia.
Jeżeli wolisz mieszankę taktyki i RPG, Divinity: Original Sin 2 – Definitive Edition zostaje jednym z najlepszych wyborów na PS4 w 2024 roku. Interfejs pad + izometryczny widok to nie jest połączenie idealne, ale Larian zrobił wystarczająco dużo, żeby obsługa nie męczyła po kilku godzinach. Zyskujesz w zamian bardzo elastyczne podejście do rozwiązywania konfliktów – walka turowa jest tylko jednym z narzędzi, na równi liczy się manipulowanie środowiskiem, dialogi, wykorzystanie umiejętności poza starciami. To dobry kontrapunkt dla liniowych „filmowych” produkcji: tempo wolniejsze, ale swoboda działania znacznie większa.
Z mniej oczywistych propozycji warto rzucić okiem na Mutant Year Zero: Road to Eden. To hybryda skradanki w czasie rzeczywistym i walk XCOM-owej, która pokazuje, że budżet AA nie musi oznaczać braku ambicji. Technicznie – skromniej niż u gigantów, stylistycznie – z charakterem (postapo z mutantami-zwierzętami). Jeśli akceptujesz krótszą kampanię i pewną powtarzalność starć, możesz dostać taktyczną grę „na weekend” za drobne pieniądze podczas promocji.
Planowanie na mapie, nie w menu – strategie ekonomiczne i „city buildery”
Popularna rada brzmi: „city buildery tylko na PC, bo myszka”. To prawda, jeśli lubisz mikrozarządzanie na poziomie pojedynczych budynków. Ale jeżeli bardziej interesuje cię ogólny obraz, kilka tytułów na PS4 broni się zaskakująco dobrze.
Cities: Skylines w wersji konsolowej ma pewne limity względem PC (mniejsze mapy, brak modów), ale dla wielu osób to… zaleta. Zamiast tonąć w setkach dodatków, masz wersję „destylowaną”, wystarczającą do zbudowania kilku satysfakcjonujących miast. Sterowanie padem wymaga przyzwyczajenia, jednak po godzinie czy dwóch wybieranie narzędzi i układanie dróg wchodzi w nawyk. To dobry wybór, jeśli lubisz w tle podcast czy serial – gra sama w sobie nie wymaga pełnego skupienia przez całe sesje.
Jeśli wolisz mniejszą skalę i bardziej „planszówkowy” rytm, ciekawą propozycją jest Tropico 6. Tu pad wręcz pomaga – interfejs jest zaprojektowany pod wyraźne, większe ikony, a rozgrywka opiera się na kilku kluczowych wskaźnikach, a nie arkuszu kalkulacyjnym. To nie jest najbardziej głęboka strategia ekonomiczna, ale jako relaksujące „zarządzanie wyspą dyktatora” sprawdza się świetnie.

Indyki, które nie wyglądają „tanio” – małe budżety, duże pomysły
Jednym z paradoksów 2024 roku jest to, że budżet AAA coraz częściej nie oznacza ciekawych pomysłów, a część najświeższych doświadczeń dostarczają mniejsze studia. Na PS4 widać to bardzo dobrze – masę ambitnych gier niezależnych kupisz dziś za ułamek ceny nowego blockbustera na PS5, a i tak dostaniesz coś, o czym będziesz myśleć jeszcze długo po napisach końcowych.
Hades to podręcznikowy przykład takiego sukcesu. Stylizowana grafika, czytelne animacje i świetny design interfejsu sprawiają, że gra wygląda „tak, jak powinna” niezależnie od generacji. Kluczowy jest jednak sposób, w jaki łączy rogalikową powtarzalność z opowiadaną historią. Każde podejście coś przesuwa fabularnie, więc nawet przegrana runda nie wydaje się straconym czasem. Na PS4 Hades trzyma stabilne 60 fps i bardzo krótki czas ładowania etapów, co w gatunku opartym na szybkim rytmie jest znacznie ważniejsze niż wodotryski graficzne.
Kolejna pozycja to Hollow Knight. Łatwo wzruszyć ramionami: „kolejna metroidvania w 2D”. Tyle że tutaj projekt świata, system rozwoju i klimat tworzą całość, która spokojnie może konkurować z produkcjami wielokrotnie droższymi. Wizualnie – ręcznie rysowane tła i animacje sprawiają, że gra nie „starzeje się” w tradycyjnym sensie. Jeśli akceptujesz wyższy poziom trudności i brak prowadzenia za rękę, Hollow Knight jest jedną z najbardziej opłacalnych inwestycji czasowych na PS4.
Z nowszych, ale już mocno przecenianych pozycji warto rozważyć Disco Elysium: The Final Cut. Wersja konsolowa na premierę miała problemy techniczne, ale po aktualizacjach jest w pełni grywalna. To skrajnie „tekstowa” gra – jeśli unikasz dialogów, lepiej od razu ją odpuścić. W zamian dostajesz jednak jedno z najciekawszych RPG opartych na rozmowie i wewnętrznym monologu bohatera. Technologia jest tu tłem; liczy się scenariusz, a ten nie zestarzeje się tak prędko jak graficzne wodotryski.
Indyki „na jeden wieczór” – krótkie, ale zostają w głowie
Druga skrajność wśród indyków to gry, które można skończyć w 2–4 godziny. Na papierze wyglądają słabo obok 100-godzinnych RPG, ale dla osób z ograniczonym czasem to często lepszy wybór niż „epos” ciągnący się miesiącami.
Inside i wcześniejsze Limbo to nadal wzorcowe przykłady narracyjnych platformówek 2.5D. Bronią się surową, ale bardzo konsekwentną oprawą i projektami zagadek, które rzadko frustrują, a często zaskakują. Na PS4 działają płynnie, a ich „szarość” i prostota grafiki sprawiają, że nie czuć tu upływu lat. To dobra propozycja na wieczór, kiedy chcesz przeżyć zamkniętą historię i odłożyć pad bez poczucia „zaległości”.
W podobnym duchu funkcjonuje Journey czy Abzû – gry bardziej o atmosferze niż o wyzwaniu. Ktoś może wzruszyć ramionami: „symulator chodzenia / pływania”, ale właśnie taki tytuł bywa czasem idealny na reset głowy. Brak realistycznej grafiki jest tu zaletą; stylizowane kolory i proste modele tworzą obraz, który nie wchodzi w konflikt z tym, co przypomina już „minioną generację”.
Gry sportowe i wyścigi – kiedy „stare” jest lepsze od „aktualnego sezonu”
Najpopularniejsza rada przy sportówkach brzmi: „bierz najnowszą Fifę / najnowszego NBA, bo ma aktualne składy”. W 2024 roku ta logika na PS4 zaczyna się łamać. Aktualne odsłony coraz częściej są projektowane pod mikropłatności i tryby online, które albo wygasają, albo tracą wsparcie. Tymczasem starsze części, dziś groszowe na rynku wtórnym, często oferują pełniejszy offline.
Seria FIFA (dziś już jako EA Sports FC) jest tego dobrym przykładem. Jeśli interesuje cię głównie gra kanapowa ze znajomymi i kariera offline, FIFA 20–22 na PS4 wciąż będzie działać bardzo dobrze. Graficznie różnice względem nowszych wydań na tej samej konsoli są kosmetyczne, a model rozgrywki – dla wielu wręcz przyjemniejszy, bo mniej „pod FUT-a”. Ryzyko? Brak aktualnych składów. Ale jeśli i tak grasz głównie „Barca vs. Real” czy „Polska na mundialu”, nie będzie to wielki problem.
Jeśli interesują Cię konkrety i przykłady, rzuć okiem na: Zapowiedź Final Fantasy IX Remake: plotki, źródła i dlaczego fani PS5 czekają na ogłoszenie.
Podobny mechanizm działa przy grach koszykarskich. NBA 2K w nowszych odsłonach mocno ciśnie w stronę trybu MyTeam i virtual currency. Tymczasem edycje sprzed kilku lat (2K19, 2K20) kupisz bardzo tanio, a do zabawy offline i lokalnego multi spokojnie wystarczą. Oczywiście serwery prędzej czy później znikną, ale same mecze i sezonowe kampanie działają bez nich.
Wyścigi, które nie potrzebują ray tracingu
W wyścigach jeszcze wyraźniej widać, że dobry model jazdy starzeje się wolniej niż technologia. Gran Turismo Sport i Gran Turismo 7 na PS4 (to drugie w wersji cross-gen) wciąż prezentują się bardzo solidnie, ale to nie jedyne warte uwagi opcje.
Wipeout Omega Collection to zestaw odświeżonych futurystycznych ścigałek, które na PS4 potrafią utrzymać wysoką płynność i bardzo czytelną, stylizowaną oprawę. To przykład gry, która wizualnie nie ma ambicji „udawać rzeczywistości”, dzięki czemu w 2024 roku wygląda po prostu jak konsekwentny, designerski projekt. Jeśli lubisz szybkie, arcade’owe ściganie i nie straszne ci częste powtarzanie tras, Omega Collection nadal jest jednym z najlepszych zakupów w tym segmencie.
Z bardziej „ziemskich” wyścigów warto wspomnieć o DiRT Rally 2.0. Modele samochodów nie powalają już detalem, ale fizyka jazdy i projekt odcinków nadal stoją bardzo wysoko. To przykład gry, w której przełącznik „trudność” nie załatwia wszystkiego – prawdziwy postęp czujesz dopiero wtedy, gdy zaczynasz świadomie kontrolować uślizgi, a nie walczyć z autem. Dla kogoś, kto lubi satysfakcję z opanowania jednej trasy „na pamięć”, DiRT Rally 2.0 starzeje się bardzo godnie.
Gry, które „gryzą się” z 2024 rokiem – na co uważać przy zakupie PS4
Łatwo wpaść w pułapkę: „skoro tanio, to biorę wszystko, co kiedyś było głośne”. Nie każdy hit z 2015–2018 roku jest dziś dobrym zakupem, nawet jeśli kosztuje mniej niż pizza.
Pierwszy problem to gry, które technicznie „ledwo działały” już w czasie premiery. Produkcje z chronicznymi spadkami poniżej 25 fps, długimi loadingami i doczytywaniem tekstur na oczach gracza. Część z nich poprawiono patchami, ale część porzucono. Przed zakupem starszego tytułu akcji sensownie jest zerknąć na aktualne (nie z dnia premiery) materiały z PS4, a nie tylko na trailery z PC.
Druga kategoria to gry nastawione na „żywą” usługę: przepustki sezonowe, eventy czasowe, huby społecznościowe. Sam fakt, że serwery jeszcze działają, nie oznacza, że to dobry moment na start. Jeśli meta jest rozjechana, nowy gracz wchodzi do środka z ogromnym deficytem – zarówno sprzętowym, jak i wiedzy. Wyjątkiem są tytuły, które mają wyraźnie wyodrębnioną kampanię offline i potraktowanie trybu online jako dodatku, a nie fundamentu.
Trzecia pułapka to gry, które opierają się na „wow efekcie” z premiery – głównie wizualnym lub fabularnym – i poza tym nie oferują wiele. W 2016 roku fotorealistyczna cutscenka mogła robić wrażenie i zasłaniać przeciętne mechaniki. W 2024 roku ta sama cutscenka wygląda „okej, trochę stara”, a wypłaszczona rozgrywka zostaje na wierzchu. Jeśli w recenzjach sprzed lat dominuje sformułowanie „doświadczenie filmowe”, a brak konkretów o systemach, to sygnał, żeby dziś podchodzić z rezerwą.
Jak samodzielnie filtrować bibliotekę PS4 w 2024 roku
Zamiast ślepo ufać listom „Top 100 PS4”, da się wprowadzić prosty filtr, który oszczędzi sporo czasu i pieniędzy. W praktyce przy wyborze gry możesz zadać sobie kilka pytań:
- Czy ta gra ma sens offline? – jeśli główny tryb wymaga żywej społeczności, zakładka „kup teraz” powinna być ostatnim krokiem, a nie pierwszym.
- Czy styl artystyczny „udaje realizm” czy idzie w stronę stylizacji? – ta druga opcja ma większą szansę bronić się w 2024 roku.
- Czy tempo gry pasuje do twojego realnego czasu? – jeśli grasz raz na tydzień, tytuły wymagające regularnej „rozgrzewki” szybko wylądują na półce.
- Czy problemy techniczne z premiery zostały faktycznie poprawione? – szukaj informacji z późniejszych lat, najlepiej po „definitive edition” lub dużych patchach.
- Czy ekscytuje cię sam rodzaj rozgrywki, a nie tylko „renoma” marki? – kupowanie gry wyłącznie dlatego, że „wszyscy mówili, że to hit”, rzadko kończy się dobrze po tylu latach.
Praktyczny przykład: grasz nieregularnie, masz budżet na dwie gry i chcesz coś „na wieczory solo” i „coś z kimś na kanapie”. Zamiast kupować dwa najnowsze blockbustery z przeceny, lepiej zestawić np. jedno dłuższe RPG akcji (typu Horizon Zero Dawn Complete Edition albo Ghost of Tsushima w wersji PS4) z jedną sprawdzoną kooperacją (It Takes Two, Diablo III, Overcooked! 2). Nawet jeśli te tytuły są „starsze”, na PS4 spełnią swoje zadanie lepiej niż nowa, ale wymagająca stałej uwagi gra-usługa.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Czy opłaca się kupić PS4 w 2024 roku, zamiast inwestować w PS5?
PS4 ma sens, jeśli masz ograniczony budżet, grasz głównie w single player i nie zależy ci na 120 FPS ani pełnym wykorzystaniu telewizora 4K. Na rynku wtórnym konsola bywa tańsza niż nowy pad do PS5, a świetne gry kupisz za 40–80 zł za sztukę – to zupełnie inna ekonomia niż premierowe tytuły na nową generację.
Zakup PS4 traci sens, gdy planujesz w najbliższym czasie przesiadkę na PS5 albo masz mocnego PC. Wtedy kolekcjonowanie gier na starą konsolę kończy się często podwójnym kupowaniem tych samych produkcji lub „czekaniem” na ich lepsze wersje na nowszy sprzęt.
Jakie gry na PS4 w 2024 roku wciąż warto kupić, a jakie lepiej sobie odpuścić?
Najbezpieczniejszym wyborem są gry single player, które mają mocny rdzeń mechaniki, dobrą historię i sensowną optymalizację na bazowym PS4. Długowieczne są też tytuły ze stylizowaną grafiką (cel-shading, pixel-art, wyrazista kolorystyka), bo nie starzeją się tak jak „pseudofotorealizm” sprzed lat.
Unikałbym przede wszystkim:
- gier-usług (looter shootery, battle royale, MMO) z małą społecznością lub martwymi sezonami,
- późnych portów z PS5/PC z częstymi spadkami FPS i bardzo długim loadingiem,
- produkcji, które na PS4 działają „na styk”, a wersja na PS5 jest wyraźnie lepsza i doczekała się sensownego upgrade’u.
Jeśli widzisz, że dana gra żyje głównie z sezonów, battle passów i eventów – w 2024 roku może to być już wydmuszka zamiast pełnoprawnego doświadczenia.
Czy PS4 jest wystarczające do grania na telewizorze 4K w 2024 roku?
Na telewizorze 4K PS4 „zadziała”, ale nie wykorzysta jego możliwości. Konsola nie obsłuży 120 Hz ani HDMI 2.1, a w wielu grach dostaniesz skalowane 1080p lub niższe rozdzielczości, które telewizor będzie podbijał do 4K. Z bliska różnica w ostrości i płynności względem PS5 jest wyraźna.
PS4 ma większy sens przy telewizorach Full HD 60 Hz – tam nie tracisz tak dużo względem nowej generacji. Jeśli masz już solidny ekran 4K z VRR i 120 Hz, finansowo rozsądniejsze jest dozbieranie do PS5, zamiast „męczenia” PS4 na sprzęcie, którego nie potrafi w pełni wykorzystać.
Na co zwracać uwagę przy wyborze gier na PS4 w 2024 roku (oprócz ocen w recenzjach)?
Same wysokie oceny z premiery to za mało. Liczy się aktualny stan gry: czy jest łatana, czy ma sensowny framerate na bazowym PS4, jak długie są loadingi i czy społeczność nadal jest aktywna (w tytułach sieciowych). Noty sprzed kilku lat nie uwzględniają tego, że serwery mogą świecić pustkami, a systemy gry – być przestarzałe.
Dobry filtr to trzy pytania:
- Jak działa na zwykłym PS4, a nie na PS4 Pro? (FPS, przycięcia, doczytywanie tekstur).
- Czy muszę „żyć” z tą grą, logować się codziennie, śledzić sezony – czy mogę do niej wracać po przerwach bez straty?
- Czy grafika broni się stylizacją i art direction, czy była „fotorealistyczna” w 2016 r., a dziś po prostu razi topornością?
Tytuły, które dobrze przechodzą ten test, zwykle starzeją się znacznie wolniej niż wynikałoby to z samej daty premiery.
Czy w 2024 roku warto kupować gry sieciowe na PS4 (Call of Duty, Fortnite, Apex)?
Dla rekreacyjnego grania – tak, dla rywalizacji „na serio” – raczej nie. W grach e-sportowych różnice w płynności, input lagu i jakości obrazu między PS4 a PS5/PC są już zbyt duże, żeby je ignorować. Jeśli liczysz każdą klatkę i walczysz o rankingi, starsza konsola będzie cię hamowała.
Jeśli traktujesz multi bardziej jako dodatek, a nie główny sens grania, PS4 nadal daje radę. Trzeba się tylko liczyć z gorszą płynnością i tym, że część map, trybów czy „ficzerów” bywa projektowana z myślą o nowszych platformach, a starsza generacja dostaje okrojoną wersję lub krótsze wsparcie.
Czy lepiej brać gry PS4 na płytach, czy z PS Store, skoro to już 2024 rok?
Na używanym PS4 często bardziej opłaca się miks: większe hity single player na płytach (łatwo je później odsprzedać lub wymienić), tańsze indyki i promocje cyfrowe z PS Store. Rynek wtórny PS4 jest wciąż bardzo żywy, więc fizyczne wydania potrafią „krążyć” między graczami latami.
Sama wygoda cyfrowa kusi, ale przy ograniczonym budżecie łatwo przepłacić za stare tytuły, które na płycie kosztują ułamek ceny z PS Store. Wyjątek: gry, które dostają duże, darmowe łatki lub edycje kompletne z dodatkami – wtedy cyfrowa wersja w promocji bywa rozsądniejsza niż „goła” baza na krążku.
PS4 czy PS4 Pro w 2024 roku – czy dopłata jeszcze ma sens?
PS4 Pro ma sens głównie wtedy, gdy:
- możesz kupić go niewiele drożej niż zwykłe PS4,
- grasz w tytuły, które mają tryby „performance” i potrafią podbić rozdzielczość lub ustabilizować FPS,
- masz większy ekran (np. 55 cali i więcej), gdzie wyższa rozdzielczość lub supersampling faktycznie są zauważalne.
W części gier różnica jest wyraźna, w innych – kosmetyczna.
Jeśli dopłata do Pro zbliża cię już kwotowo do „gołej” PS5 Digital z drugiej ręki, lepiej przemyśleć od razu skok generacyjny. PS4 Pro to sensowny wybór „na przeczekanie” kilku lat, ale tylko przy uczciwej cenie i świadomości, że to nadal ta sama generacja – z lekkim turbo, a nie zupełnie nowa jakość.
Najważniejsze punkty
- PS4 w 2024 roku wciąż ma sens jako „budżetowe wejście” w świat PlayStation: używana konsola plus kilka hitów z drugiej ręki potrafią kosztować mniej niż sam nowy pad do PS5, a biblioteka gier jest ogromna.
- Różnica między PS4 a PS5 dla przeciętnego gracza bez telewizora 4K/120 Hz i bez ambicji e‑sportowych jest mniejsza, niż sugeruje marketing – na ekranie Full HD wiele tytułów z PS4 nadal wygląda i działa wystarczająco dobrze.
- PS4 to rozsądny wybór dla graczy z ograniczonym budżetem, nastawionych na single player lub lokalną kooperację i ogrywających hity z opóźnieniem; zupełnie inaczej wygląda sytuacja u osób nastawionych na premiery „day one” i maksymalną jakość techniczną.
- Inwestowanie w gry na PS4 ma mało sensu dla posiadaczy mocnych PC lub osób, które wkrótce kupią PS5 – część tytułów trafi do PlayStation Plus, inne dostaną remastery lub wyraźnie lepsze wersje na nowszą generację.
- Dla fanów gier sieciowych nastawionych na rywalizację (FPS-y, battle royale) PS4 jest dziś słabym wyborem: różnice w płynności, input lagu i jakości obrazu względem PS5/PC realnie wpływają na wyniki.
- Przy ocenie gier na PS4 na 2024 rok liczy się już nie tylko dawna ocena z Metacritica, ale „żywotność” tytułu: aktywność społeczności, sensowny stan serwerów oraz to, czy gra nie została praktycznie zastąpiona przez nowszą odsłonę.






